barmanski blog

Twój nowy blog

2#1

W sumie dzisiaj padaka, nie działo się wiele, więc i sytuacji zwanych ciekawymi było mało. Jedna właściwie. Przy barze usiadła parka 35+, taka trochę jakby patologia, ale w sumie nie wiadomo. Pan już lekko podpity, korzystając z nieobecności żony (ta wyszła sobie do toalety, pewnie na dwójkę) zamówił:
- Proszzzzę jakiś trunk szokerowany dla mojej żony, jak przyjdzie.
- Słucham? – zgarbiłem się ja.
- No szzok alkoholowy, niech pan coś wymyśli i wyszokeruje i ja zapłacę.
Ok, więc teraz już nie używa się shakera, tylko szoker, i się szokeruje koktajle. I tak w ogóle, nieważne co miałem zrobić, ważne by to wyszokerować. Więc kiedy przyszła szanowna małżonka owego gościa, zabrałem się do szokerowania. Po chwili szokerowania (god damn it, kocham to słowo!) odezwała się owa niewiasta:
- Panie kelnerze, ale to to mnie nie zabije? Haha!
Facepalm. Again and again, and again…

Witajcie! Nazywam się Zbyszek Barmański. Jako, że jest to pierwszy wpis, przedstawię pokrótce, jak będzie wszystko tutaj wyglądało. Otóż zwykle będę pisał historię lub historie, które wydarzyły się dnia bieżącego. Ale w związku z tym, że barmanuję już 4 lata, trochę sytuacji się nazbierało. Będę opisywał je na koniec każdego wpisu, o ile mi się taka fajna rzecz przypomni. Na początek podzielę się paroma perełkami, które dość mocno zakorzenione są w mojej łepetynie. Wszystkie, ale to naprawdę wszystkie historie, są niestety autentyczne.

1#1 Dziwny pan – Kłęk

Słowniczek:
Kłęk – nie da się tego opisać. Kłęka po prostu się rozpoznaje. Idzie takie coś i od razu wiesz, że to kłęk.

Dziwny pan w sandałach, krótkich szerokich spodenkach koloru ciemnego jakiegoś, biała koszula. Okulary, jakoś młodo wygląda, dziwnie w każdym razie. Podchodzi do baru:
- A co pan ma w tym kartonie, tym zielonym tym?
Spojrzałem co tam mam i uświadamiam gościa:
- Sok z zielonych bananów.
Na co gość:
- Aaaaaa!!! – krzyknął gość i uciekł. Po chwili wrócił, podbiegł do baru, po czym wybiegł na parkiet i zaczął bardzo komicznie tańczyć, Ju Ken Dens wysiada. Po około minucie takiego hasania przyszedł do baru ponownie i pyta:
- Ładnie tańczyłem?
- Super – odpowiedziałem.
- Jeeest!!! – uciekł i nie wrócił. Nigdy.

1#2 Mojito po warszawsku

Mojito – klasyczny drink znany każdemu barmanowi, z limonkami, miętą, cukrem brązowym z wodą gazowaną.

Przyszedł do baru typ i zamówił najdroższą tamtejszą whisky, Johnnie Walker Blue Label. Oczywiście chcieliśmy podać no ice no coke, ale pan szlachta w marynareczce zdecydował, że chce dużo coli i więcej lodu. Już ja cię mam ignorancie! Pilnowałem, kiedy podejdzie następnym razem do baru z zamiarem obsłużenia go. Oczywiście przeszedł. Poświata lansu i pomrok zajebistości wyczuwalne były na kilometr. Akcja właściwa:
- Poproszę Mojito.
- Nie ma problemu, z tym, że, hmm, wie pan, ostatnio byłem na szkoleniu w Warszawie i jest taki nowy trend, że Mojito pijemy z colą. Naprawdę jest super, polecam!
- Hmm, w Warszawie tak piją?
- Tak, najnowszy krzyk mody na warszawskich salonach!
- Ok, super, to ja poproszę z colą, z tym, że niech pan mi przeleje do większej szklanki i doleje więcej coli.
O_O facepalm.

1#3 Zawracamy!

Stoję sobie za barem, powoli ogarniam, kończy się impreza. Nagle wchodzi za bar jakiś kłęk, pijany okrutnie i macha jakoś dziwnie rękami. Na wchodzenie za mój bar mam uczulenie więc od razu do niego grubo:
- Co ty tu robisz k***a?! Wypad z mojego baru człowieku!
Nie zastanawiał się długo, aby zabić mnie swoją odpowiedzią.
- Przzzzepraszzzam pana, ale ja chsialem zawrosis bar…
- Słucham?!
- No ja chciałem zawrócić bar, tak o! – i znów pomachał dziwnie rękami. Teraz jego gesty były już dla mnie jasne. To, że mnie rozbawił uratowało go przed karnym opuszczeniem lokalu i banem na wejścia następne.

1#4 I have to pee, sir!

Brytole to ludzie dziwni, z dużym poczuciem humoru, ale najczęściej patologia straszna, kiedy się podpiją i nie zostawiają tipów. Zwykle w UK serwis jest wliczony, więc to drugie akurat rozumiem. I bawi się taki nawalony Brytol, bawi się, bawi się, podchodzi do baru, rozpina rozporek i odlewa się na bar. Nie wiem co sobie myślał. Nie chcę wiedzieć. Oczywiście karny jeżyk i ban.

1#5 Track 7

Przychodzi kłęk kolejny do DJ-a, chcąc zamówić „piosenkę”.
- Przepraszam, zagra pan kawałek Track 7?
- Co?! – odpowiada grzecznie poirytowany dj.
- No Track 7, jak jadę samochodem to mi się taki tytuł wyświetla.
O_O Facepalm again.


  • RSS